środa, 7 września 2016

rozdział 18 :)

Witam was po baaaaardzo długiej przerwie. Chyba nikt łącznie ze mną nie spodziewał się, że przetłumaczę kolejny rozdział, ale nie lubię zostawiać niedokończonych spraw. Jestem dobrej myśli, ale niestety nie mogę obiecać czy/i kiedy pojawi się kolejny rozdział (wiadomo jak to zawsze wyglądało) :)
Jeśli ktokolwiek jeszcze tu zagląda to szalenie mi miło, a jeśli pojawił się ktoś nowy to równie mocno się cieszę. Z góry przepraszam za poziom tłumaczenia, ale muszę się na nowo przyzwyczaić do tłumaczenia tekstów :) Miłego czytania :) <3


Wtorek

-Bierze teraz prysznic, tak? – zapytał Monte, wpychając ręce do kieszeni. Adam podniósł wzrok, z podłogi przedpokoju, gdzie siedział zaraz obok drzwi do łazienki. Westchnął cicho i kiwnął głową, podczas gdy Monte opadł na podłogę naprzeciwko niego. Starszy gitarzysta zaplótł palce na kolanach. Wyglądał na zmartwionego równie mocno jak Adam.

-Jak twój nadgarstek? – Adam spojrzał na bandaż oplatający jego prawą rękę. Wzruszył ramionami, opierając głowę o ścianę. Prawdę mówiąc, czuł cholerne pieczenie. Przy każdym ruchu miał ochotę jęczeć i walczył ze łzami. Ale wiedział, że będzie w porządku. Przeżyje. Miał tylko nadzieję, że Tommy będzie czuł się dobrze. Jego ukochany przeszedł przez tak wiele. Był zdumiony, że blondyn nie.. nie sięgnął po.. narkotyki albo nie popełnił samobójstwa - przeszły go dreszcze. Wzdrygnął się na myśl o jego chłopaku, odbierającym sobie życie.

Siedzieli w ciszy przez dłuższy czas, żaden z nich nie wiedział co powiedzieć albo co zrobić. Nie było czym zająć myśli. Adam przyciągnął kolana do klatki piersiowej i westchnął głęboko. Kręciło mu się w głowie. Prawda, miał czasem ciężko ze swoim ojcem, ale był szczęściarzem. Nigdy nie był w sytuacji, w której ojciec go uderzył. No dobra, Eber wrzeszczał na niego. Często. Ale nigdy nie podniósł na niego ręki.

Chciałby, żeby Tommy nie musiał nigdy przez to cierpieć. Nie miał pojęcia przez jakie okropieństwa jego ukochany musiał przejść, ale wciąż chciałby, żeby to się nigdy nie zdarzyło. Schował twarz w lekko drżących dłoniach. Jego ramiona się trzęsły i musiał przygryzać wargę, żeby powstrzymać się od wybuchnięcia płaczem. Powinien zauważyć to wcześniej. Powinien… Adam nawet już tego nie wiedział. To co wiedział w tej chwili to to, że rodzice Tommy’ego byli martwi i to, że chłopak był mocno obtłuczony.

Wprost idealnie.

- Co cię gryzie, Adam? – zapytał Monte cichym i zmartwionym głosem, z przepełnionymi emocjami oczami. Adam popatrzył chwilę na gitarzystę zanim odwrócił wzrok. To powinno być oczywiste, ale z drugiej strony, Adam nie był najłatwiejszą osobą do odczytania. W przypadkach jak ten zamykał się w sobie.

- Nic… - odpowiedział, wpatrując się w swoje dłonie, palce, paznokcie. Nie był pewien na co się patrzy. Może po prostu starał się unikać kontaktu wzrokowego. Dlaczego? Cholera, bolała go głowa. Za dużo się wydarzyło i był… Nie był pewien ile z tego jest w stanie znieść. Bardzo dbał o Tommy’ego – bardziej niż o kogokolwiek innego (no może poza rodzicami, ale to z innych względów), ale…

- To kompletne kłamstwo, Adam. Dobrze cię znam. – głos Monte był nieco szorstki, ale Adam nie miał mu tego za złe. Monte po prostu… dbał o niego. Adam wiedział, że mężczyzna nie ma nic złego na myśli. Chciał się tylko upewnić, że wszystko będzie z nim w porządku. Że nie zrobi niczego … lekkomyślnego.

- Czuję się dobrze, naprawdę – nalegał Adam, ale serce mu kołatało i westchnął, słuchając przytłumionego odgłosu wody z prysznica, uderzającej w kabinę i ciało. Zamknął oczy i wyobraził sobie… Wyobraził sobie, że wstaje, otwiera drzwi do łazienki i wślizguje się do środka. Pomieszczenie jest parne, ściąga z siebie ubrania i delikatnie odchyla zasłonkę prysznica. Blada, umyta skóra, pokryta fioletowymi i niebieskimi plamami. Ale nie to widzi. Widzi ociekające wodą blond włosy i pięknego chłopaka, owija swoje ramiona wokół jego drobnej talii i przyciąga zaskoczonego blondyna do siebie…

- Adam? – głos Monte przerwał jego myśli. Podniósł wzrok, czując ciepło wpływające na jego policzki. Znowu opuścił głowę, delikatnie przygryzając wargę. On… On nigdy nie miał takich myśli. Oczywiście on i Tommy przytulali się i całowali nieco ostro, ale to nigdy nie było nic więcej. Okazjonalne ugryzienie i dotyk, ale, do diabła…

Monte potrząsnął głową i podniósł się na nogi. -Odpływasz - Poszedł korytarzem w kierunku kuchni. Adam obserwował go, ale sam się nie poruszył. Został, na tyłku przy drzwiach łazienki. To stawało się coraz bardziej kuszące by wstać i wejść do środka. Ale coś go powstrzymywało. Nie był pewien czy Tommy jest gotowy na coś takiego. Po tym wszystkim. Dopiero co dowiedział się, że jego matka nie żyje.

Boże, jego ukochany… Jego ukochany przeszedł przez tak wiele, a on tylko stał na boku, pozwalając by to wszystko się wydarzyło. Powinien był słuchać… Gdyby słuchał… Zrobiłby coś wcześniej. Gdyby był chociaż trochę bardziej świadomy, wtedy może, może nie byliby teraz w tej sytuacji. Nie podobało mu się to, naprawdę, ale… Obwiniał się. Obwiniał się o te rzeczy, które miały miejsce, mimo, że wiedział, że to nie jego wina. Nie był tym, który znęcał się nad Tommy’m. Nie był tym, który znęcał się nad jego matką. Ale on... On i tak powinien był coś zrobić.

„Przestań Adam. Przestań się obwiniać. Nic nie mogłeś zrobić. Zrobiłeś wszystko co było w twojej mocy. Tommy jest teraz bezpieczny. Nikt go już nie skrzywdzi.” Powiedział do siebie, ale to nie wystarczało. Jego serce zaczęło bić mocniej i zaczął się trząść. Przygryzł wargę, obejmując rękami kolana i chowając w nich twarz. Jego ramiona zatrzęsły się, kiedy cichy szloch opuścił jego usta. Nie potrafił przestać obwiniać się, choć nie widział dlaczego. Powinien…

Budum!

Głowa Adama poderwała się do góry, łzy płynęły po policzkach. Nie. Zwrócił twarz w kierunku drzwi, kiedy Monte wyszedł szybko z kuchni na korytarz. Ale Adam był już na nogach i pchnięciem otwierał drzwi. Para była gęsta i błądząc dotarł do zasłonki prysznica. Przy ścianie była szczelina i mógł widzieć blond włosy i bladą skórę na podłodze kabiny. Nie, nie, nie. Zerwał zasłonę na bok.

Nie widział nagiego ciała Tommy’ego. Widział po prostu Tommy’ego. Zamknięte oczy. Nawet nie wyglądał jakby oddychał. Adam zachlipał, sięgając do środka i niezdarnie wyciągając ukochanego spod natrysku. Tak, zamókł w trakcie tej czynności, ale nie przejmował się tym. Chwycił ręcznik, owinął go wokół ciała Tommy’ego i ułożył go w ramionach, próbując go obudzić. Musi go obudzić. Musi.

- Tommy. Tommy, kochanie, obudź się. No dalej, Tommy, proszę…- wymamrotał i odwrócił głowę w kierunku Monte. Gitarzysta stał w drzwiach, z szeroko otwartymi oczami, nie mogąc powiedzieć słowa. – Zadzwoń na pogotowie! – krzyknął na niego Adam, po czym skupił się z powrotem na swoim ukochanym. Mój Boże, Tommy…

-…właśnie zemdlał pod prysznicem, potrzebuje ambulansu…- słyszał jak Monte rozmawia w korytarzu. Serce łamało mu się w piersi. Serce…

Pochylił się, przyciskając ucho do klatki piersiowej Tommy’ego. Oddychał ciężko i modlił się, modlił się, modlił pomijając fakt, że nie jest zbyt religijną osobą, o to by jego ukochany… tak! Tak, jest! Tam… Słyszał to. Czuł to. Mimo to czuł się bezsilny. Płakał, składając pocałunki na głowie Tommy’ego i na jego ustach. Musi go obudzić. On… Tommy…

-Tommy… Tommy, proszę!

- …nie, on potrzebuje go teraz, proszę pani. Tak, wiem, że będzie za parę minut, ale on nie ma paru minut…- kurwa, kurwa, kurwa!

Łzy spływały mu po twarzy bardziej swobodnie teraz, kiedy był bardziej przytomny. Tommy… Tommy jest nieprzytomny. Tommy jest poraniony. Jego rodzina nie żyje. Tommy ma prawdopodobnie uszkodzenia w różnych częściach ciała. Policja może go zabrać. Tommy jest nieprzytomny. Obudzi się?  Czy on kiedykolwiek…

- Tommy, kochanie. Tommy, proszę…- błagał. Do cholery błagał. I nadal nic.

To wydawało się trwać wiecznie. Nie słyszał Monte, rozłączającego się. Ledwo zauważył, gdy otwarły się drzwi i pojawili się ludzie. Zadający pytania i mówiący mu co ma robić. Był ledwie świadomy, ale odmówił zostawienia Tommy’ego, więc poszedł z nimi na dół, do ambulansu. Ludzie patrzyli przez okna, uważnie im się przyglądając i jedyne co Adam mógł zrobić to mamrotać Tommy’emu do ucha, gdy podłączyli go do tlenu i podpięli do kroplówki.

-Proszę, kochanie… Proszę, obudź się. Potrzebuję cię. Kocham cię, Tommy. Obudź się…



1 komentarz:

  1. Boże..Szczerze nie spodziewałam się. Wchodzę żeby znowu sobie przeczytać,patrzę a tu nowy odcinek@ Mam nadzieję,że kolejne pojawią się szybko! Czekam!

    OdpowiedzUsuń