środa, 7 września 2016

rozdział 18 :)

Witam was po baaaaardzo długiej przerwie. Chyba nikt łącznie ze mną nie spodziewał się, że przetłumaczę kolejny rozdział, ale nie lubię zostawiać niedokończonych spraw. Jestem dobrej myśli, ale niestety nie mogę obiecać czy/i kiedy pojawi się kolejny rozdział (wiadomo jak to zawsze wyglądało) :)
Jeśli ktokolwiek jeszcze tu zagląda to szalenie mi miło, a jeśli pojawił się ktoś nowy to równie mocno się cieszę. Z góry przepraszam za poziom tłumaczenia, ale muszę się na nowo przyzwyczaić do tłumaczenia tekstów :) Miłego czytania :) <3


Wtorek

-Bierze teraz prysznic, tak? – zapytał Monte, wpychając ręce do kieszeni. Adam podniósł wzrok, z podłogi przedpokoju, gdzie siedział zaraz obok drzwi do łazienki. Westchnął cicho i kiwnął głową, podczas gdy Monte opadł na podłogę naprzeciwko niego. Starszy gitarzysta zaplótł palce na kolanach. Wyglądał na zmartwionego równie mocno jak Adam.

-Jak twój nadgarstek? – Adam spojrzał na bandaż oplatający jego prawą rękę. Wzruszył ramionami, opierając głowę o ścianę. Prawdę mówiąc, czuł cholerne pieczenie. Przy każdym ruchu miał ochotę jęczeć i walczył ze łzami. Ale wiedział, że będzie w porządku. Przeżyje. Miał tylko nadzieję, że Tommy będzie czuł się dobrze. Jego ukochany przeszedł przez tak wiele. Był zdumiony, że blondyn nie.. nie sięgnął po.. narkotyki albo nie popełnił samobójstwa - przeszły go dreszcze. Wzdrygnął się na myśl o jego chłopaku, odbierającym sobie życie.

Siedzieli w ciszy przez dłuższy czas, żaden z nich nie wiedział co powiedzieć albo co zrobić. Nie było czym zająć myśli. Adam przyciągnął kolana do klatki piersiowej i westchnął głęboko. Kręciło mu się w głowie. Prawda, miał czasem ciężko ze swoim ojcem, ale był szczęściarzem. Nigdy nie był w sytuacji, w której ojciec go uderzył. No dobra, Eber wrzeszczał na niego. Często. Ale nigdy nie podniósł na niego ręki.

Chciałby, żeby Tommy nie musiał nigdy przez to cierpieć. Nie miał pojęcia przez jakie okropieństwa jego ukochany musiał przejść, ale wciąż chciałby, żeby to się nigdy nie zdarzyło. Schował twarz w lekko drżących dłoniach. Jego ramiona się trzęsły i musiał przygryzać wargę, żeby powstrzymać się od wybuchnięcia płaczem. Powinien zauważyć to wcześniej. Powinien… Adam nawet już tego nie wiedział. To co wiedział w tej chwili to to, że rodzice Tommy’ego byli martwi i to, że chłopak był mocno obtłuczony.

Wprost idealnie.

- Co cię gryzie, Adam? – zapytał Monte cichym i zmartwionym głosem, z przepełnionymi emocjami oczami. Adam popatrzył chwilę na gitarzystę zanim odwrócił wzrok. To powinno być oczywiste, ale z drugiej strony, Adam nie był najłatwiejszą osobą do odczytania. W przypadkach jak ten zamykał się w sobie.

- Nic… - odpowiedział, wpatrując się w swoje dłonie, palce, paznokcie. Nie był pewien na co się patrzy. Może po prostu starał się unikać kontaktu wzrokowego. Dlaczego? Cholera, bolała go głowa. Za dużo się wydarzyło i był… Nie był pewien ile z tego jest w stanie znieść. Bardzo dbał o Tommy’ego – bardziej niż o kogokolwiek innego (no może poza rodzicami, ale to z innych względów), ale…

- To kompletne kłamstwo, Adam. Dobrze cię znam. – głos Monte był nieco szorstki, ale Adam nie miał mu tego za złe. Monte po prostu… dbał o niego. Adam wiedział, że mężczyzna nie ma nic złego na myśli. Chciał się tylko upewnić, że wszystko będzie z nim w porządku. Że nie zrobi niczego … lekkomyślnego.

- Czuję się dobrze, naprawdę – nalegał Adam, ale serce mu kołatało i westchnął, słuchając przytłumionego odgłosu wody z prysznica, uderzającej w kabinę i ciało. Zamknął oczy i wyobraził sobie… Wyobraził sobie, że wstaje, otwiera drzwi do łazienki i wślizguje się do środka. Pomieszczenie jest parne, ściąga z siebie ubrania i delikatnie odchyla zasłonkę prysznica. Blada, umyta skóra, pokryta fioletowymi i niebieskimi plamami. Ale nie to widzi. Widzi ociekające wodą blond włosy i pięknego chłopaka, owija swoje ramiona wokół jego drobnej talii i przyciąga zaskoczonego blondyna do siebie…

- Adam? – głos Monte przerwał jego myśli. Podniósł wzrok, czując ciepło wpływające na jego policzki. Znowu opuścił głowę, delikatnie przygryzając wargę. On… On nigdy nie miał takich myśli. Oczywiście on i Tommy przytulali się i całowali nieco ostro, ale to nigdy nie było nic więcej. Okazjonalne ugryzienie i dotyk, ale, do diabła…

Monte potrząsnął głową i podniósł się na nogi. -Odpływasz - Poszedł korytarzem w kierunku kuchni. Adam obserwował go, ale sam się nie poruszył. Został, na tyłku przy drzwiach łazienki. To stawało się coraz bardziej kuszące by wstać i wejść do środka. Ale coś go powstrzymywało. Nie był pewien czy Tommy jest gotowy na coś takiego. Po tym wszystkim. Dopiero co dowiedział się, że jego matka nie żyje.

Boże, jego ukochany… Jego ukochany przeszedł przez tak wiele, a on tylko stał na boku, pozwalając by to wszystko się wydarzyło. Powinien był słuchać… Gdyby słuchał… Zrobiłby coś wcześniej. Gdyby był chociaż trochę bardziej świadomy, wtedy może, może nie byliby teraz w tej sytuacji. Nie podobało mu się to, naprawdę, ale… Obwiniał się. Obwiniał się o te rzeczy, które miały miejsce, mimo, że wiedział, że to nie jego wina. Nie był tym, który znęcał się nad Tommy’m. Nie był tym, który znęcał się nad jego matką. Ale on... On i tak powinien był coś zrobić.

„Przestań Adam. Przestań się obwiniać. Nic nie mogłeś zrobić. Zrobiłeś wszystko co było w twojej mocy. Tommy jest teraz bezpieczny. Nikt go już nie skrzywdzi.” Powiedział do siebie, ale to nie wystarczało. Jego serce zaczęło bić mocniej i zaczął się trząść. Przygryzł wargę, obejmując rękami kolana i chowając w nich twarz. Jego ramiona zatrzęsły się, kiedy cichy szloch opuścił jego usta. Nie potrafił przestać obwiniać się, choć nie widział dlaczego. Powinien…

Budum!

Głowa Adama poderwała się do góry, łzy płynęły po policzkach. Nie. Zwrócił twarz w kierunku drzwi, kiedy Monte wyszedł szybko z kuchni na korytarz. Ale Adam był już na nogach i pchnięciem otwierał drzwi. Para była gęsta i błądząc dotarł do zasłonki prysznica. Przy ścianie była szczelina i mógł widzieć blond włosy i bladą skórę na podłodze kabiny. Nie, nie, nie. Zerwał zasłonę na bok.

Nie widział nagiego ciała Tommy’ego. Widział po prostu Tommy’ego. Zamknięte oczy. Nawet nie wyglądał jakby oddychał. Adam zachlipał, sięgając do środka i niezdarnie wyciągając ukochanego spod natrysku. Tak, zamókł w trakcie tej czynności, ale nie przejmował się tym. Chwycił ręcznik, owinął go wokół ciała Tommy’ego i ułożył go w ramionach, próbując go obudzić. Musi go obudzić. Musi.

- Tommy. Tommy, kochanie, obudź się. No dalej, Tommy, proszę…- wymamrotał i odwrócił głowę w kierunku Monte. Gitarzysta stał w drzwiach, z szeroko otwartymi oczami, nie mogąc powiedzieć słowa. – Zadzwoń na pogotowie! – krzyknął na niego Adam, po czym skupił się z powrotem na swoim ukochanym. Mój Boże, Tommy…

-…właśnie zemdlał pod prysznicem, potrzebuje ambulansu…- słyszał jak Monte rozmawia w korytarzu. Serce łamało mu się w piersi. Serce…

Pochylił się, przyciskając ucho do klatki piersiowej Tommy’ego. Oddychał ciężko i modlił się, modlił się, modlił pomijając fakt, że nie jest zbyt religijną osobą, o to by jego ukochany… tak! Tak, jest! Tam… Słyszał to. Czuł to. Mimo to czuł się bezsilny. Płakał, składając pocałunki na głowie Tommy’ego i na jego ustach. Musi go obudzić. On… Tommy…

-Tommy… Tommy, proszę!

- …nie, on potrzebuje go teraz, proszę pani. Tak, wiem, że będzie za parę minut, ale on nie ma paru minut…- kurwa, kurwa, kurwa!

Łzy spływały mu po twarzy bardziej swobodnie teraz, kiedy był bardziej przytomny. Tommy… Tommy jest nieprzytomny. Tommy jest poraniony. Jego rodzina nie żyje. Tommy ma prawdopodobnie uszkodzenia w różnych częściach ciała. Policja może go zabrać. Tommy jest nieprzytomny. Obudzi się?  Czy on kiedykolwiek…

- Tommy, kochanie. Tommy, proszę…- błagał. Do cholery błagał. I nadal nic.

To wydawało się trwać wiecznie. Nie słyszał Monte, rozłączającego się. Ledwo zauważył, gdy otwarły się drzwi i pojawili się ludzie. Zadający pytania i mówiący mu co ma robić. Był ledwie świadomy, ale odmówił zostawienia Tommy’ego, więc poszedł z nimi na dół, do ambulansu. Ludzie patrzyli przez okna, uważnie im się przyglądając i jedyne co Adam mógł zrobić to mamrotać Tommy’emu do ucha, gdy podłączyli go do tlenu i podpięli do kroplówki.

-Proszę, kochanie… Proszę, obudź się. Potrzebuję cię. Kocham cię, Tommy. Obudź się…



wtorek, 11 lutego 2014

rozdział 17 :)

Rozumiem jeśli macie ochotę mnie zabić za tak długą przerwę. W sumie sama mam sobie za złe, że tak dużo czasu mi to zajęło. Nie mogę niestety obiecać, że kolejny rozdział pojawi się szybciej, bo od poniedziałku znowu muszę wracać do szkoły, ale wiedzcie, że bardzo chciałabym zacząć tłumaczyć rozdziały przynajmniej "w miarę" regularnie. Zrobię co w mojej mocy. :) Trzymajcie za mnie kciuki bo powoli zbliżamy się do końca opowiadania, a tymczasem miłego czytania :) 




Czwartek

Otworzył oczy i zauważył, że znajduje się w jakimś znajomym miejscu. Gładkie ściany z białymi zaciekami. Wyglądało na to, że jest ranek.. lub wczesne popołudnie. Zamrugał kilka razy i poczuł tępy ból w tyle głowy. Przesunął się lekko i skrzywił się czując nagły, promieniujący na całą nogę ból. Zobaczył w myślach swój dom i ojca. Odwrócił głowę i dostrzegł Adama. Był pewien, że rudzielec tam będzie. Ramiona chłopaka były owinięte wokół niego. Tommy przypatrzył się dokładniej i zmarszczył oczy, widząc ciemne z wyczerpania i zmartwienia kręgi pod oczami Adama.

Sięgnął palcami do jego policzka, ale rudowłosy się nie poruszył, ciągle spał. Blondyn uśmiechnął się lekko. To uczucie déjà vu, ale mimo wszystko było inaczej. To był nowy dzień. Inny dzień. Pochylił się i złożył pocałunek w kąciku ust Adama, rozkoszując się ciepłem jego delikatnej skóry. Wargi rudzielca były bardzo gładkie, co przyciągało do nich Tommy’ego, który całował je raz za razem, aż Adama się obudził i odpowiedział na pocałunek. Chłopak przeczesał palcami włosy blondyna, przyciągając go bliżej do siebie. Cichy jęk wydostał się z ust Tommy’ego wprost między wargi Adama.

Adam przejechał językiem po wardze blondyna, chcąc wniknąć w jego usta, a chłopak był na to nawet bardziej niż chętny. Rudowłosy smakował tak jak Tommy wiedział, że będzie - słodko i tajemniczo. Nagle Adam poruszył się i usiadł okrakiem na biodrach blondyna, wkładając ręce pod jego koszulkę i kładąc je na jego plecach. Chłopak wygiął się czując tam dotyk i w tym momencie rudzielec zaczął pocierać palcami jego sutki, wydobywając z jego piersi cichy jęk. Adam przesunął się, całkowicie zakrywając blondyna i przesunął językiem wzdłuż jego szyi. Tommy drżał, wyginając się w stronę dotyku i pocałunków. Jego skóra była gorąca i powoli zaczynał się trząść. Nigdy tak się nie czuł…

Adam się zatrzymał się, kiedy usłyszeli pukanie do drzwi, a Tommy, trochę zirytowany odwrócił głowę by spojrzeć w tamtą stronę. – Hej, wstaliście już? – spytał Monte, zdenerwowanym głosem. Blondyn zmarszczył brwi, patrząc na swojego chłopaka, który był tak samo zdziwiony. Przesunęli się i zeszli z łóżka poprawiając trochę na sobie ubrania, zanim podeszli do drzwi. Adam otworzył je i wyczytał z twarzy Monte, że ma dla nich jakieś bardzo złe wieści. Starszy kiwnął głową w kierunku przedpokoju i w trójkę, ruszyli w dół klatki schodowej, po czym chłopcy usiedli obok siebie na kanapie, a Monte na małym krześle obok nich.

-O co chodzi? – spytał Adam, podczas gdy Tommy pochylił się, kładąc ręce na kolanach. Z jednej strony chciał już poznać odpowiedz, ale z drugiej, patrząc na zachowanie Monte, nie był tego taki pewny. Chociaż w sumie wszystko jedno. Chciał się dowiedzieć. Twarz Monte była blada i ogólnie wyglądał niepewnie, trzymając dłonie na kolanach. Mężczyzna wziął głęboki oddech i popatrzył na nich.

-Dzisiaj rano zadzwonili do mnie Leila i Eber – zaczął Monte. Tommy zmarszczył brwi. Słyszał już to imię, Eber, ale Leila… oh, chwila. To muszą być rodzice Adama. To prawda, pamiętał jak raz ich spotkał. – Policja była w twoim domu ostatniej nocy, Tommy. Przyjechała karetka i zabrała dwa ciała. Obydwa w workach. – serce blondyna zaczęło bić mocniej. Co to znaczy, że obydwa ciała były w workach..? Cóż, jednym z nich nie przejmował się tak bardzo, ale drugim… Co to znaczy? Spojrzał na starszych mężczyzn nieco zdezorientowany, a bicie jego serca zaczęło przyśpieszać. W workach…? Ale… Nie, to nie może być prawda. W workach zwykle znaczy, że są … Nie. Nie są… Po prostu nie są…  Cóż, jedno z nich może być, ale drugie nie. To… to nieprawda, to się nie dzieje.

-Twoi rodzice nie żyją, Tommy. Oboje – Powiedział po chwili Monte. Blondyn poczuł się jakby jego serce rozerwało się na pół, czuł jednocześnie tak skrajne emocje. Część jego serca skakała z radości aż do samego gardła. Jego ojciec nie żyje, jego pieprzony ojciec jest martwy. Już nie będzie musiał wracać do domu i cierpieć. Nie będzie już musiał kłamać. Nie będzie musiał się martwic. Jest wolny… jest w końcu wolny.

Druga połowa… agonia. Wściekłość. Udręka. Allison? Allison nie żyje? Co…? To.. to nie może być prawda. Ona nie mogła odejść. To po prostu… To nie fair! Tommy nie zdawał sobie sprawy z tego, że drży dopóki Adam nie objął go ramieniem. Dopiero wtedy poczuł jak bardzo się trzęsie w porównaniu z rudzielcem. Jego szczęka i dłonie były zaciśnięte. Allison? Nie. Nie…

To nie mógł być nikt inny. To musiała być Allison. Ona musiała… Nie. Tommy ukrył twarz w dłoniach, trzęsąc się jak liść na wietrze. Nie, to nie fair! Ze wszystkich ludzi, którzy mieli umrzeć, Allison… Jego matka, jego matka. Jedyna rodzina, o którą dbał. Łzy popłynęły w dół po jego twarzy, a Adam przyciągnął go do siebie i przytulił. Monte spuścił nisko głowę, winny za bycie posłańcem dla tak złych wieści. Nie… Nie Allison. Nie jego matka. Ze wszystkich ludzi, wszystkich czasów… nie…

Nie jest martwa. Nie może być.

-Tommy, ciii, wszystko będzie dobrze, kochanie – wyszeptał Adam, ale Tommy zaczął kręcić głową na boki. Nie będzie dobrze. Jak Adam może mówić, że tak będzie? Jak może, podczas gdy on wie, że to niemożliwe? Monte dopiero powiedział, że jego matka nie żyje! Blondyn przygryzł dolną wargę, uwolnił się z objęć Adama i wstał. Musiał sam to zobaczyć. Musiał się z nią zobaczyć… Ona nie może być martwa.

-Tommy, gdzie idziesz?- spytał Monte, kiedy chłopak zaczął ubierać buty. Łzy ciągle płynęły z jego oczu, ale wcale się nimi nie przejmował. Musiał tam iść.

–Tommy!- powiedział Adam, nieco głośniej niż Monte. Blondyn zatrzymał się na sekundę, pięć stóp przed drzwiami.

-Muszę się z nią zobaczyć. – powiedział, idąc dalej do przodu i chwytając dłonią klamkę. Zaczął ją przekręcać, kiedy dłoń Adama zatrzasnęła drzwi. Prawa ręka chwyciła Tommy’ego za ramie. Blondyn obrócił się, najpierw patrząc w oczy rudzielca, a potem dostrzegając opatrunek na jego prawym nadgarstku. Zmarszczył brwi, kiedy chłopak odciągał go od drzwi.

-Tommy, nie możesz iść – wyszeptał Adam. Blondyn próbował uwolnić się z jego uścisku, ale nie mógł. Rudzielec był silniejszy niż mu się wydawało. A to samo w sobie go frustrowało. – Tommy, nie ma jej już w domu. Policja ją zabrała, jest martwa. – Adam mu to powiedział, a blondyn wiedział, że jego ukochany go nie mógłby go okłamać.  

Ale nie chciał w to wierzyć.

-Nie - krzyknął Tommy, walcząc aby uwolnić się z uścisku Adama, ale ten trzymał go mocno. Blondyn wierzgał się, bijąc i próbując się uwolnić. Jednak Adam był bardzo silny i przyciągnął go z powrotem na kanapę tak, jakby nawet nie walczyli i jakby nie było żadnego oporu ze strony blondyna. Adam usadził go na kanapie i tam przytrzymał.
–Puść mnie!!!
–Tommy, musisz się uspokoić. – powiedział Monte podchodząc i kucając obok niego. Tommy rzucił się na Adama, ale nie uciekł daleko. Monte chwycił go za ramię i przytrzymał na kanapie. Czemu nie mogą zrozumieć, że on musi zobaczyć się z matką! Musi! Musi ją zobaczyć. Ona nie umarła, ona… wszystko u niej w porządku, jest żywa. Wiedział, że jest… i cholera jego głowa teraz naprawdę, naprawdę mocno bolała.

Przestał walczyć. Przeszła przez niego fala zawrotów głowy, aż musiał złapać się Adama, by nie upaść. Rudzielec przytrzymał go na chwilę w stabilnej pozycji, po czym ponownie położył na kanapie. Ciężko dysząc, zarówno po walce, jak i z bólu głowy Tommy mrugnął kilka razy; wszystko co widział było rozmyte. Palce Adama przesuwały się miękko po jego skórze, odczesując włosy z twarzy. Ale nie czuł się od tego lepiej. Jeśli już, to dotyk sprawiał, że za każdym razem głowa bolała go trochę bardziej. 

-Kochanie? – głos był odległy, ale on wiedział, że to Adam. Blondyn miał szczelnie zamknięte oczy i był ledwie świadomy tego, że szlocha. Cholera… Głowa bolała tak strasznie. Jego myśli były zagmatwane, a jedynym czego teraz chciał było zwinąć się w kłębek i spać. Po prostu… spać. Przespać ten koszmar.

Allison nie żyje. I nie mógł nic z tym zrobić. Umysł podsyłał mu obraz… kiedy patrzył na ojca rzucającego jego matką jak szmacianą lalką na stół. Zobaczył to ponownie, sposób w jaki jej głowa uderzyła w kant stołu, odbijając się jak gumowa piłka, po czym jej ciało stało się bezwładne. To działo się raz za razem w jego głowie, jednocześnie Tommy nie mógł zrobić nic z poczuciem winy i bólem jakie czuł. Nagle poczuł delikatny nacisk palców na twarzy i włosach. Wymamrotał coś o prysznicu, ale nie był do końca pewien co powiedział.

Podniósł się, wiedział że do łazienki, mimo że jego oczy były zamknięte. Adam powiedział mu, że będzie za drzwiami w razie gdyby czegoś potrzebował albo coś w tym stylu, w każdym razie. Blondyn otworzył oczy mrugając i krzywiąc się przy świetle. Zaczął się rozbierać, czując straszny ból głowy. Chciał już być w prysznicu. Potrzebował się oczyścić, spróbować zignorować ten ból w głowie i klatce piersiowej.

Stanął nago w łazience i odkręcił wodę. Gorąca. Gorąca jest dobra. Wszedł pod strumień drżąc i rozkoszując się ciepłem rozpływającym się po jego ciele. Oparł się o ścianę prysznica. Ból głowy nie minął, ale też nie pogarszał się, więc Tommy nie miał zamiaru narzekać. Ale… miał ochotę w coś uderzyć… w ścianę, lustro…  

Allison… Jego matka, jego matka… nie żyje. Ona nie żyje. Odeszła. I nie wróci. Nie mógł nic zrobić, aby zmienić porządek wszechświata, odmienić wydarzenia, które miały miejsce. Nie mógł. To niemożliwe. I nie ważne jak bardzo nie chciał w to uwierzyć, wiedział, że musi. Jego umysł mówił mu, że ona naprawdę żyje, ale jego serce roztrzaskiwało się na kawałki. Stracił ją przez swojego pieprzonego ojca, kiedy tak stanowczo sobie przysiągł, że uchroni ją i Adama.

Adam… jego ukochany… Jego ukochany został zraniony. Widział opatrunek na jego nadgarstku. Wiedział. Nie pamiętał dokładnie jak, ale wiedział że Adam został zraniony. Przygryzł dolną wargę, łzy zaczęły spływać mu po twarzy, kojąc ciepłem sińce i rany. Jego głowa była poza zasięgiem wody, ale ta uderzała go w ramiona i w szyję, spływając w dół po jego ciele. To było całkiem przyjemne.  

Ale to jak się czuł nie było przyjemne. Czuł się jak gówno. Dzięki Bogu, jego ojciec nie żyje, Hallelujah. Ale Allison. Kolana Tommy’ego zatrzęsły się odrobinę i przytrzymał się ściany, próbując zachować równowagę. Musiał pozostać w pionie. Ale głowa bolała przyprawiając go o zawroty. Otworzył oczy mając nadzieję, że pozostanie stabilny. Jednak patrzenie na plamy wody na ścianach sprawiało, że czuł się tylko gorzej. Jęknął cicho, łapiąc się ściany. Tyle tylko, że była śliska od wody. Nie miał się czego przytrzymać i poczuł, że upada.

Nagle wszystko zrobiło się czarne, a blondyn nie do końca świadomy, nie poczuł jak jego głowa uderza w ścianę. Nie żeby to było istotne. W końcu ile razy uderzył się już w głowę albo poparzył? Nie ważne… Teraz było ciemno, ciepło i bezpiecznie… Ale poczuł, że się trzęsie. Usłyszał kogoś… a potem nic.

niedziela, 1 grudnia 2013

ogłoszenie

Wiem, że nic nie wstawiam i wiem, że pewnie są jeszcze jakieś osoby, które chciałyby przeczytać kolejny rozdział, ale na razie nie jestem w stanie przetłumaczyć nic. Bardzo chcę, ale nie mam w ogóle czasu wolnego nie mówiąc już o tłumaczeniu. Na pewno przetłumaczę kolejny rozdział, ale nie mam pojęcia kiedy znajdę na to czas, więc jeśli ktoś chciałby być poinformowany kiedy coś wrzucę to możecie napisać mi w komentarzu swoje numery gg, tel, konta na twitterze, maile czy cokolwiek a powiadomię was kiedy wrzucę następną część. Chcę doprowadzić to tłumaczenie do końca, a zostało niewiele rozdziałów, więc trzymajcie za mnie kciuki i nie bądźcie źli, bo ja też wolałabym mieć więcej wolnego czasu :)  dziękuję wszystkim, którzy ciągle tu są :) <3

środa, 2 października 2013

rozdział 16 :)

Niestety zdaję sobie sprawę z tego jak długo nie było tu żadnego nowego rozdziału, ale na usprawiedliwienie mam tylko to, że bez przerwy się uczę. Na szczęście znalazłam chwilę czasu na tłumaczenie i mam ogromną nadzieję, że w najbliższym czasie znowu znajdę czas na robienie tego, bo do końca opowiadania zostało już tylko 6 rozdziałów. :) Nie mogę obiecać, że kolejna cześć pojawi się szybko, bo codziennie do wieczora się uczę, a potem nie mam już siły dosłownie na nic, ale bardzo chcę w końcu skończyć to tłumaczenie :) Dziękuję za każde wejście i każdy komentarz <3 
Miłego czytania :) 



Poniedziałek

-Panie Ratliff, czy wie Pan co mogło spowodować Pana omdlenie na środku korytarza?- szkolna pielęgniarka, Lynn-cośtam albo jakoś tak spytała go siadając na krześle obok niego.
Tommy leżał na jednym z raczej niewygodnych szkolnych łóżek, przykryty kocem i z głową na miękkiej poduszce. Mrugnął kilka razy, próbując przyzwyczaić się do światła, ale nic to nie dało. Zasłonił oczy dłońmi i westchnął. Dopiero co się obudził… Jak długo już tam był?

-Um… Bolała mnie głowa i było mi słabo- powiedział cicho, czując suchość w gardle. Kaszlnął i Lynn wstała żeby przynieść mu coś do picia. Kiedy wróciła z plastikowym kubkiem w dłoni blondyn usiadł powoli, wciąż z zamkniętymi oczami. Nie chciał by światło go oślepiło. Wziął kubek i wypił wodę łapczywie, prawie skomląc kiedy się skończyła. Oddał kubek pielęgniarce i ponownie się położył. Serce biło mu trochę za mocno żeby był w stanie utrzymać się teraz w pionie.

Lynn pokiwała głową, składając ręce na kolanach. –Niech mi Pan powie, Panie Ratliff, czy robił Pan ostatnio coś co mogło spowodować uszkodzenia pana mózgu?– Tommy wciąż trzymał dłonie na oczach, ale miękki oddech opuścił jego usta. Szczerze …nie był pewien co się stało. Wiedział, że poszedł do domu w sobotę, że rozmawiał ze swoją mamą i wtedy wszedł Richard… ale… To było tak, jakby po pojawieniu się jego ojca, blondyn był od razu w mieszkaniu z Adamem. Nic nie pamiętał. Zmarszczył brwi. Jeśli Richard w tym uczestniczył, to albo on go bił, albo Tommy sam uderzył się gdzieś w głowę.

-Panie Ratliff?- kiedy Lynn powtórzyła jego nazwisko, Tommy wziął kolejny oddech. Po części dlatego, że był zmęczony. Również dlatego, że nie zamierzał dać pielęgniarce takiej odpowiedzi jakiej oczekiwała. I wreszcie dlatego, że był naprawdę zmęczony tym jak nazywała go „Panem Ratliffem”. Naprawdę. To absurdalne. Nie był swoim ojcem. Był Tommy’m. Niech ta dziwka to zrozumie…

-Ja.. nie pamiętam, przykro mi – powiedział. Lepiej po prostu być szczerym niż próbować wymyślić jakieś kłamstwo. Teraz chciał tylko dwóch rzeczy. Wyjść z gabinetu pielęgniarki i wrócić z Adamem do mieszkania. Potrzebował teraz swojego ukochanego. Potrzebował znaleźć się w jego ramionach, bo wystarczyło by o tym pomyślał, a już czuł się lepiej.

-Cóż, Panie Ratliff…- wystarczy.

-Tommy, proszę – powiedział jej. Wiedział (tak, wiedział), że jego głos jest trochę za ostry, ale dajcie spokój. W końcu dopiero co się obudził i musiał odpowiadać na jej głupie pytania, podczas gdy mógłby ciągle spać, prawdopodobnie nie czując tego cholernego bólu głowy. Rany.

-…Tommy, odkąd znalazłam cię, leżącego na ziemi, na środku korytarza, twoja głowa wydaje się boleć, jesteś słaby, wrażliwy na światło, zirytowany i nie pamiętasz co mogło to wszystko spowodować. To rażąco oczywiste, że masz wstrząs mózgu. Nie wiem tylko jak bardzo poważny, bo nie mamy odpowiedniego sprzętu, aby to sprawdzić. Jednak jestem przekonana, że powinieneś natychmiast pójść do lekarza i to sprawdzić.

Wstrząs mózgu? Nie! On nie może! On… Jeśli Adam się o tym dowie, Tommy ma przechlapane. Dlatego, że skłamał. Skłamał i powiedział Adamowi, że czuje się dobrze i że wszystko jest w porządku. Ale teraz był tam, ledwo pamiętając co stało się w sobotę i dopiero co dowiedział się, że ma wstrząs mózgu i powinien pójść do lekarza. Cholera, Richard! Pierdolony Richard!

Tommy westchnął, zakrywając oczy wierzchem dłoni. On… To nie może się dziać naprawdę. Może pielęgniarka źle go zdiagnozowała (w końcu nie mają potrzebnego sprzętu), a może blondyn miał po prostu bardzo mocny ból głowy. Oczywiście. Nie ma wstrząsu mózgu. Musi tylko stamtąd wyjść.

Chłopak spróbował wstać i prawie krzyknął z bólu. Zajęczał i położył się z powrotem, słysząc że Lynn coś mówi, ale nie potrafił zrozumieć słów. Jego głowa… Cholera, to tak jakby ktoś wziął rozpalony pogrzebacz i pchnął go nim.

-Proszę, Tommy, musisz na siebie uważać. Powinieneś robić wszystko powoli i się nie przemęczać. Możesz jeszcze pogorszyć swój stan… – powiedziała pielęgniarka, podczas gdy blondyn ponownie próbował usiąść, tym razem dużo wolniej. Zorientował się, że jest w stanie to zrobić bez tego uczucia rozrywanej czaszki, jednak wciąż kręciło mu się w głowie. Chłopak oparł się o ścianę, wziął kilka głębszych oddechów i wstał równie wolno jak wcześniej usiadł. Pielęgniarka była tylko kilka cali wyższa od niego i Tommy zdążył zauważyć jej ładne brązowe loki, ale teraz potrzebował stamtąd wyjść.

-Dziękuję- powiedział i ruszył naprzód. Drzwi były tylko kilka stóp od niego, a jego plecak leżał na podłodze. Lynn schyliła się i podniosła go za niego. –Która jest godzina?- spytał trzymając rękę na klamce.

-Lekcje skończyły się jakieś 20 minut temu.- powiedziała. Tommy kiwnął głową, otwierając drzwi i wyszedł, zarzucając plecak na ramię. Nie zdążył odejść zbyt daleko, gdy poczuł że ktoś chwyta go za ramię. Odwrócił się i zobaczył parę błyszczących, niebieskich oczu i rudą czuprynę. Adam wyprowadził go ze szkoły, a blondyn nie zorientował się, że są na zewnątrz dopóki gorąco nie uderzyło w jego skórę a słońce go nie oślepiło. Cholera, za szybko.

Szli powoli w ciszy. Tommy wiedział, że Adam zapyta go, dlaczego był u pielęgniarki. Nie ważne jak bardzo tego chciał, blondyn nie był pewien czy będzie mógł powiedzieć prawdę. Ale nie mógł też znowu okłamać chłopaka. To go zabijało. Po prostu powiedz mu prawdę. Powiedz, że pielęgniarka powiedziała, że masz wstrząs mózgu i że musisz pójść do lekarza. Adam zrozumie. Poza faktem, że nie zrozumiałby. Zapytałby Tommy’ego o sobotę i wtedy chłopak nie mógłby powiedzieć, że nic się nie stało, bo Adam zastanawiałby się nad przyczyną wstrząsu i zrozumiałby, że chłopak go okłamał.

Cholera.

Tommy w pewnym momencie zorientował się, że idą w kierunku ich sąsiedztwa, a nie mieszkania Monte. Idea bycia z powrotem w pobliżu domu była dla chłopaka trochę przerażająca, ale może… Może uda mu się odwiedzić Allison i upewnić się, że wszystko u niej w porządku. Wiedział, że jeśli będzie chciał pójść do swojego domu, Adam mu na to nie pozwoli. Jego ukochany nie chciał, żeby blondyn tam wracał, i Tommy go za to nie winił. Ale musiał się upewnić, że jego mama czuje się dobrze. Musiał, w przeciwnym razie nie wybaczyłby sobie, gdyby coś się jej stało.

Zbliżali się do ich ulicy, a serce Tommy’ego biło mocniej, kiedy zwrócił się do Adama. – Czemu tu przyszliśmy? – spytał.

-Muszę zabrać pare rzeczy. Nie będziemy tutaj długo. – odpowiedział rudowłosy i skręcili w ich ulicę. Co jeśli Richard tam jest? Co jeśli zauważy ich razem? Były to rzeczy, które mogły sprawić, że będzie naprawdę źle a Tommy nie chciał, żeby Adam został w to wszystko wplątany. –Nie martw się Tommy. Jeśli jest w domu, nie dowie się że jesteś tu ze mną. Obiecuję. – powiedział Adam, łapiąc rękę blondyna w ciepłym i delikatnym uścisku. Kiedy stanęli na podjeździe przed domem rudzielca Tommy nie słyszał żadnych odgłosów ze swojego domu.

-Zostań tutaj, wrócę za chwilę, dobrze? Monte przyjedzie po nas za kilka minut. – powiedział Adam i Tommy kiwnął głową. Tak, zostanie tutaj i będzie czekał na Monte. I podczas gdy rudowłosy będzie zabierał swoje rzeczy, może wbiec do domu, zabrać Allison i wrócić na czas. Zabiorą ją stamtąd. Adam pocałował Tommy’ego w usta i pobiegł do domu. Blondyn chciał tam zostać (tak jak kazał mu rudzielec), ale rzucił plecak na ziemię i pobiegł przez ulicę i zarośnięty trawnik, prosto na ganek. Otworzył drzwi, rozglądając się w ciemności. Zauważył blond włosy i bezwładne ciało leżące na kanapie. Nie widział nigdzie Richarda, więc wszedł do pokoju i złapał matkę za ramiona.

-Mamo, mamo!- syczał do niej szeptem. Jej oczy otworzyły się powoli i chłopak zobaczył cienie pod nimi. Boże. Nie przyglądał jej się dokładniej, bo nie miał na to czasu. Z mocno bijącym sercem, próbował zmusić ją by wstała.

-Mamo, musimy uciekać!- powiedział jej i zobaczył jak jego matka kręci głową.

-Nie, Thomas, to ty musisz uciekać! – Nigdy nie nazywała go Thomasem, chyba że było to bardzo pilne. Pilne – czytaj: twój-ojciec-jest-tuż-za-tobą-i-powinieneś-zrobic-unik-właśnie-Teraz!

Czemu tak jest, że za każdym razem kiedy stara się zrobić coś dobrze to wszystko to rozpieprza się na jego oczach?

Na “Thomas” blondyn rzucił się na ziemię, unikając uderzenia ojca. Nie było to dobre wyjście, bo pieść trafiła jego matkę w głowę, i ta spadła z powrotem na kanapę. Kurwa, kurwa, kurwa. Tommy czołgał się, próbując uciec, ale Richard pochylił się i złapał go za nogę. Cudownie.

Czemu zawsze wszystko idzie tak źle?

Richard puścił stopę chłopaka, pozwalając by jego kostka uderzyła w stół. Tommy próbował uciec czołgając się. Przez okno zauważył samochód Monte, a obok Adama, rozglądającego się wściekle wokół, dopóki jego wzrok nie padł na dom blondyna. Cholera! Usłyszał chrząknięcie i odgłos ruchu, więc odwrócił się i zobaczył, że Allison, w jakiś sposób wskoczyła na plecy Richarda i teraz trzymała dłonie zaciśnięte na jego szyi.

Dawaj mamo.

-Przestań.. ranic.. mojego… syna!- syczała mu do ucha, kiedy Tommy próbował odsunąć się trochę dalej. Potrzebował czegoś, czegokolwiek, żeby ochronić siebie i uratować matkę. Rozejrzał się i dostrzegł pustą butelkę po piwie. Może być. Chwycił ją, czołgając się na kolanach, po czym wstał i obrócił się.

Świat wydawał się eksplodować dla blondyna i wszystko poruszało się jak w zwolnionym tempie.

Drzwi gwałtownie się otworzyły i Tommy mógł dostrzec kątem oka stojącego tam, wściekłego Adama. Ale tak naprawdę chłopak patrzył na Richarda jak ten zrzucił z siebie Allison, która spadła na stół, łamiąc sklejkę pod wpływem uderzenia. Jej głowa uderzyła w róg co nie mogło oznaczać nic dobrego. Upadła na ziemię i leżała na niej bezwładnie. Adam krzyczał na niego, ale chłopak nie słyszał nic. Jego oczy były zwrócone z nienawiścią i wściekłością na ojca.

Rzucił się do przodu i uderzył ojca butelką w głowę. Richard zachwiał się, stracił równowagę i spadł na ziemię. Tommy skoczył na niego, trzymając w ręce połowę zniszczonej butelki i raniąc go ostrymi krawędziami w klatkę piersiową. Rany były na tyle głębokie by spowodować zagrażające życiu obrażenia. Ale blondyn uderzał ojca raz za razem, krew przesiąkała ubrania i rozpryskiwała się wokół. Jednak nie przejmował się tym. Richard musiał za to zapłacic. Za to wszystko. Za niego samego. Za jego matkę. Za każdy dzień pełen bólu, cierpienia i łez. Za te wszystkie lata, kiedy tylko marzył o śmierci.

Tommy…

Richard słabo próbował się bronić, ale blondyn nawet tego nie czuł. Jego oczy poczerniały z nienawiści, w tej chwili chciał tylko zabić. Podniósł butelkę, nacinając skórę i tnąc nią wzdłuż gardła ojca.

Tommy…

Dłonie sięgnęły do przodu i chwyciły go, ale nie były to ręce Richarda. Walcząc, Tommy obrócił się i dostrzegł fragment butelki zagłębiony w kremowym nadgarstku, który wyglądał tak znajomo.

Tommy!

Został odciągnięty od krwawiącego ojca i wyciągnięty na zewnątrz. Trawnik przelatywał przed jego oczami szybciej niż podczas normalnego chodzenia. Po chwili został wrzucony do samochodu i poczuł jak kręci mu się w głowie. Mrugał, ale wszystko na co patrzył  było rozmyte. Widział Adama i Monte, kłócących się na przednich siedzeniach. Adam odwrócił się do swoich drzwi, chcąc wydostać się na zewnątrz, ale Monte przytrzymał go, mówiąc rzeczy, których Tommy nie usłyszał. Jedyne co słyszał w tamtej chwili to szum krwi w uszach. Mrugnął powoli, ciężko oddychając. Łzy spływały mu po twarzy, a kiedy Adam odwrócił się by spojrzeć na niego, rudzielec sięgnął ręką, ocierając palcami policzek chłopaka.

Tommy czuł silny zapach krwi. Czy to on tak pachnie? Nie… To pochodzi od Adama… Próbował mrugnąć jeszcze raz, ale jego oczy nie otworzyły się ponownie.



piątek, 2 sierpnia 2013

rozdział 15 :)

Wiem,  że kazałam wam baaaaaaardzo długo czekać na ten rozdział, ale nareszcie udało mi się go przetłumaczyć :D jutro (a w zasadzie to już dzisiaj) wyjeżdżam do Turcji na dwa tygodnie, więc przez ten czas nie dodam żadnego nowego rozdziału i raczej nie będę miała też możliwości nic przetłumaczyć :(( ale po powrocie będę już cały czas w domu, więc postaram się coś tutaj wrzucić. :) Przy okazji chcę powiedzieć wszystkim, którzy tutaj wchodzą i komentują, że bardzo wam dziękuję bo jesteście naprawdę świetni <3 niestety mam ogromne zaległości w czytaniu innych opowiadań, więc jeśli ktoś z was prowadzi bloga to proszę, żebyście zostawili mi w komentarzu adres, żebym mogła wszystko nadrobić, tym bardziej, że widzę tutaj coraz więcej nowych czytelników  :) 

Jeszcze nigdy nie dawałam dedykacji (tak mi się wydaje), więc ten rozdział dedykuję Till, która pomogła mi w tłumaczeniu tego rozdziału. Naprawdę dziękuję, dziękuję, dziękuję <3  <3  <3   (bo to ja zawaliłam) 

Druga dedykacja jest dla Tomasza (jeśli w ogóle tu jeszcze czasem wchodzisz ) który w środę miał urodziny (może ty jeden rozumiesz dlaczego nie potrafię się skupić na tłumaczeniu:)) wszystkiego najlepszego <3 <3 <3

A teraz miłego czytania :) xoxo



Poniedziałek

Nie chciał tam być. Bolała go głowa i był zmęczony. Nie wyspał się wczoraj wieczorem, bo te cholerne bóle głowy wróciły jeszcze mocniejsze niż wcześniej. Wczoraj się trochę potykał, jakby świat się kręcił. Teraz było lepiej, ale to mogło się zmienić w każdej chwili. A tego w każdym razie nie chciał.

Adam musiał go rano wyciągać z łóżka. Dosłownie. Nie chciał się ruszyć. Więc się nie ruszał. I w rezultacie, spóźnił się do szkoły. Nie żeby się tym przejął.  Szedł przez korytarz, mijając ludzi, tych których znał i tych których w ogóle nie kojarzył. Poszedł do swojej szafki odłożyć na miejsce niepotrzebne rzeczy, zanim pójdzie na pierwszą lekcję. Jednak nie planował się uczyć. Chciał iść spać, żeby ból głowy minął.

Tommy wlókł się ze spuszczoną głową i rękami zaczepionymi na paskach plecaka. Zatrzymał się obok szafki, klęknął i przekręcił zamek. Otworzyła się łatwo, i Tommy zrzucił plecak ze swoich ramion. Był w krótkim rękawku i dżinsach. Na szczęście siniaków już nie było tak widać, więc nie musiał cierpieć w tym upale w długim rękawie. Ale i tak strasznie się pocił i burczał pod nosem. Oczywiście, to było Los Angeles, ale mogli by pozwolić sobie na klimatyzacje? Wentylatory ? Cokolwiek ? Kurwa.  

Wrzucił niepotrzebne podręczniki do środka, zamknął plecak z powrotem i zarzucił go na ramię. Wstał i odwrócił się by pójść w dół holu w kierunku sali. Korytarz wydawał się bardziej zatłoczony i głośniejszy niż wtedy kiedy szedł do swojej szafki. Znowu zaczął mruczeć pod nosem, przesuwając się pomiędzy innymi uczniami i nauczycielami, starając się o nich jak najmniej ocierać. Chciał się po prostu wydostać z tego hałasu i iść już do sali, żeby zobaczyć znowu Adama.

Wystarczyło, że o nim pomyślał i już się delikatnie uśmiechnął. Te piękne, śmiejące się oczy. Nadal był przekonany, że Adam powiedział “kocham cię” w sobotę. Ale nie chciał robić sobie niepotrzebnej nadziei. Po prostu… Od tamtego wydarzenia Tommy rozmyślał nad tym. Dużo. Co tak naprawdę czuje do Adama ? Wiedział że Adam bardzo, bardzo mu się podoba, to było pewne. Ale… czy go kocha?

Tommy przygryzł dolną wargę. Ciągle sobie powtarzał, że tak. Ale czy naprawdę ? Adam… Oczy niebieskie jak ocean, w których można utonąć. Ten głupawy, piękny uśmiech, który sprawia, że jego serce kołacze. Te szerokie ramiona i długie ręce , które po prostu owijają się wokół niego i pozwalają poczuć, że nic na świecie nie jest w stanie go zranić. Tak…

Tak, kocha Adama.

Tylko.. czy może to powiedzieć głośno ?

Wiedział, że powie. Pewnego dnia w taki czy inny sposób. Powie. Będzie musiał poczekać, na odpowiedni moment, właściwy dzień, właściwą chwilę, żeby powiedzieć, ale to zrobi. Widział to w swojej wyobraźni; dłoń Adama w jego, świeże pocałunki na ustach, i te słowa pochodzące z jego własnych ust. Te niebieskie błyszczące oczy świecące jak morze o świcie.

- Uważaj, pedale. – ktoś uderzył ramieniem Tommy’ego, powodując jego upadek. Komentarz bolał, ale Tommy przygryzł dolną wargę i zignorował to. Podniósł się i znowu zaczął iść, starając się nie zwracać uwagi na pulsujący ból głowy i ból w miejscu, w które uderzyła go tamta biegnąca osoba. Próbował nie myśleć nad komentarzem. Co oni mogą wiedzieć ? No właśnie. Nic. I to wkurzało Tommy’ego bardziej niż sam komentarz.

Szedł rozmyślając, kiedy nagle zauważył  kurtkę Letterman, i rękę, która chwyciła go za ramię i rzuciła nim o szafki. Jego ramię uderzyło w pokrętło. Blondyn syknął i zacisnął na chwilę oczy, kiedy cholerny piłkarz zaśmiał się i odwrócił, by kontynuować spacer korytarzem. Kurwa. Nie zamierzał mu tego odpuścic. Był zmęczony, obolały, a teraz na dodatek wkurzony.

Podciągnął swój plecak na plecy i poszedł za piłkarzem, podbiegając i kopiąc go za kolanem. Chłopak jęknął, przewracając się na podłogę i odwracając, żeby zobaczyć kto to spowodował. Tommy rzucił się, siadając na klatce piersiowej chłopaka i przygniótł nogami jego ramiona. Zamachnął się i wycelował pięścią w nos piłkarza, po czym drugą ręką uderzył go w szczękę. Blondyn robił tak w kółko. Na jego twarzy malowała się złość, kiedy uderzał chłopaka raz za razem, czując że ten stracił już kilka zębów, a jego nos jest złamany. Pojawiły się podbite oczy, siniaki i krew, ale ludzie nie robili nic żeby go zatrzymać. Wszyscy byli w szoku, że ktoś tak mały i wątły jak Tommy bije chłopaka z drużyny piłkarskiej.

Tommy wstał chwytając kołnierz kurtki i uderzając chłopaka jeszcze raz, i poczuł coś na kształt satysfakcji kiedy ten upadł ponownie na ziemię. Zdziwieni ludzie szeptali ze sobą, wokół niego, niektórzy z nich nawet mu dopingowali, a serce blondyna zaczęło bić szybciej kiedy delikatna dłoń chwyciła go za ramię, pociągając w tył. Odwrócił się i zobaczył Monte, ciągnącego go przez korytarz, z ich plecakami na ramieniu. Tommy nie wyrywał się wiedząc, że opór jest daremny i wyszedł z budynku za Monte tylnym wyjściem, koło parkingu. Chłopak położył plecaki na kamiennych schodach i usiadł, wskazując Tommy’emu miejsce obok.

Monte wyciągnął coś z kieszeni i Tommy prawie krzyknął z radości na widok paczki papierosów. Mężczyzna wyciągnął jeden i podał blondynowi paczkę, jednocześnie dając mu też zapalniczkę. Tommy włożył papierosa do ust i zapalił go, wciągając łapczywie dym i czując jak powoli się uspokaja. Oddał zapalniczkę Monte, żeby on też mógł zapalić. Blondyn trzymał swojego papierosa między palcami i oddychał, kiedy nagle poczuł się zmęczony i lekko odurzony. Nie było nic poza ciszą i wciąganiem dymu, dopóki starszy mężczyzna się nie odezwał.

-Wiesz, że nie dość że złamałeś temu chłopakowi nos i wybiłeś kilka zębów to na dodatek uraziłeś jego ego?- Tommy spuścił wzrok, oblizał wargi i znowu wciągnął dym z papierosa.

-Taa..- powiedział cicho, przeczesując palcami włosy i wydychając dym, który rozpłynął się wokół jego twarzy jak welon.

-Co cię opętało żeby go zaatakować, Tommy?- głos Monte był niski zaniepokojony. Nie chciał brzmieć jakby był wściekły lub rozczarowany, Tommy o tym wiedział. Był tego pewien, bo mimo, że nie znał Monte długo, to zdążył poznać go na tyle dobrze żeby wiedzieć że chłopak chce dla niego dobrze.

Ale, szczerze mówiąc, Tommy nie był pewien dlaczego zaatakował piłkarza. On po prostu… Pamiętał, że był niesamowicie wściekły pięć minut wcześniej i musiał jakoś wylądować swoją złość. Cisza mówiła Monte, że blondyn nie wie. Na razie chłopak wciągnął dym z papierosa i pozostawał cicho wpatrując się w nieliczne samochody na parkingu. Jak łatwo by było rozbić szybę, podłączyć przewody i odjechać. Mógł się stamtąd wydostac. Z Adamem i Monte.

Chwila… Monte ma swój własny samochód. Racja. Cholera.

-Nie wiem- powiedział Tommy, uśmiechając się lekko. Chciałby mieć w ręce coś innego niż papieros. Ale, z drugiej strony, źle by było gdyby było to coś innego.

-Co z twoją głową?- Monte spytał, a blondyn zmarszczył na chwilę brwi. No tak. Jego dom. Jak dużo razy został uderzony w głowę? Nie potrafił sobie przypomnieć. Wzruszył ramionami, biorąc ostatni raz papierosa do ust i wyrzucając go na ziemię. Monte prychnął, kończąc swojego papierosa, podczas gdy Tommy splunął w krzaki. Ew.. Obrzydliwe. Cholerne papierosy.   

-Mogło być lepiej. Strasznie boli- odpowiedział blondyn, patrząc na przyjaciela. Monte wyglądał na zmartwionego.

-Ciągle od soboty?- Tommy skinął głową. Starszy chłopak wyglądał na jeszcze bardziej przejętego niż przed chwilą. I to, samo w sobie, przeraziło blondyna.

-Stary, powinieneś pogadać z pielęgniarką albo pójść do lekarza. To nie jest w porządku. I wiesz co zrobiłby Adam, gdyby okazało się, że coś poważnego ci się stało. – głos Monte był niski i Tommy odwrócił wzrok. Wiedział, że powinien z tym do kogoś pójść, ale świadomość, że ktoś dowiedziałby się o tym wszystkim.. nie.

-Nie wiem, Monte. Jestem pewien, że to nic poważnego – powiedział chłopak, kopiąc kamień i patrząc jak spada ze schodów. Starszy mężczyzna westchnął głęboko.

-Nic poważnego, Tommy? Proszę. – powiedział. Blondyn spojrzał na niego i przewrócił oczami.

-Nieważne. Sprawdzę to dzisiaj po szkole.- powiedział, wstając i podnosząc swój plecak. Monte spojrzał na niego przenikliwie, z nadzieją na twarzy.

-Obiecujesz?- Tommy kiwnął głową, odwracając się. Otworzył drzwi i wsunął się z powrotem do budynku. Poszedł małym korytarzem i skręcił w prawo, kierując się w stronę głównego holu. To nie było nic trudnego, tylko chodzenie, ale i tak czuł ogromny ból głowy. Mrugnął kilka razy, widząc że wszystko przed nim się rozmywa. Potknął się i wpadł na szafkę.

-Kurwa- Tommy wymamrotał do siebie, spadając na kolana. Głowa mu pękała i poczuł, że robi mu się niedobrze. Musiał się położyć… Może tutaj… Na środku korytarza… Tak, to dobre miejsce. Spadł płasko na ziemię, z głową zwróconą w lewo. Jego oczy były zamknięte, ale poczuł się lepiej. Znacznie lepiej, tak że nie poczuł nawet na swoich ramionach dłoni, które próbowały postawić go na nogi. Już go tam nie było. Zniknął. Jak światło.



poniedziałek, 22 lipca 2013

rozdział 14

Dodając ostatni post z komórki przez przypadek usunęłam rozdział 14, ale już go odnalazłam i ponownie wstawiam.  :) Co do 15 rozdziału, nie mam pojęcia kiedy uda mi się go wstawić. 3 sierpnia lecę do Turcji więc może do tego czasu uda mi się go przetłumaczyć. :) trzymajcie kciuki :) <3 


Niedziela


Nie powiedział Adamowi.

Nie mógł. Po prostu nie mógł tego zrobić. Nie dlatego, że bał się, że Adam będzie na niego wściekły. Nie dlatego, że bał się, że Adam ucieknie i pójdzie zabić jego ojca ( w zasadzie to nawet tego chciał, ale… wolał zrobić to sam). Tommy bał się, że jeśli powie rudzielcowi, to ten będzie zdenerwowany. No dobra, na pewno będzie zdenerwowany. Blondyn bał się, że Adam będzie zdenerwowany do tego stopnia, że nie będzie potrafił sobie tego wybaczyć. Widział to w jego oczach, kiedy wyszedł wczoraj. Widział to. Spojrzenie, które mówiło: „jeśli wrócisz w choć trochę gorszym stanie, nie wybaczę sobie tego”. Tak, to spojrzenie.

Tommy nie pamiętał dokładnie jak wrócił do domu i się umył. Nie wiedział, czy Monte czegoś mu nie powiedział. Ale pamiętał dokładnie, jak wrócił do pokoju i rzucił się na łóżko w ubraniach. Nie był pewien czy Adam tam był, czy nie. I szczerze mówiąc nie obchodziło go to. Był zmęczony i wyczerpany bólem głowy. To dlatego teraz, piętnaście po drugiej nad ranem nie potrafił zasnąć. Bo był przekonany, że w tej chwili jego głowa jest rozszarpywana na dwa kawałki. Naprawdę bolało.

Usiadł na łóżku. Adam leżał obok niego, z zamkniętymi oczami i wyglądał lepiej niż pięknie. Tommy nie chciał mu przeszkadzać, więc wstał powoli i wyszedł z pokoju. Czuł ostry ból w głowie i chciał wziąć coś przeciwbólowego, bo w przeciwnym wypadku wiedział, że kogoś lub coś zaraz uderzy. Okej, może nie zrobi tego mocno, ale do cholery, nie obchodziło go to, bo czuł, że zacznie krzyczeć jeśli nie pozbędzie się tego bólu.

To nie było fair. Nic go nie bolało, kiedy wrócił do domu. Może dlatego, że gdy przyszedł, od razu poszedł spac. Może też, nie czułbyś tego teraz, gdyby twój pieprzony ojciec nie uderzał twoją głową w cholerną ścianę cały czas. Blondyn pomyślał do siebie, mrużąc oczy, gdy zapalił światło w łazience. Otworzył apteczkę za lustrem i chwycił opakowanie tabletek przeciwbólowych. Może sprawią, że znowu zaśnie? Liczył na to.

Tommy odkręcił butelkę i wyrzucił na dłoń dwie tabletki. Włożył je do ust i odchylił głowę, połykając je od razu. Nie martwił się teraz o wodę, mimo to, że czuł suchość w ustach. To mogło poczekać do rana. Teraz chciał tylko spać.

Blondyn wyłączył światło w łazience i wrócił do pokoju, starając się zachowywać jak najciszej. Wszedł z powrotem do łóżka, prosto w ciepłe ramiona Adama. Westchnął cicho. Jego głowa pulsowała bólem i chciał zamknąć oczy, ale nie był śpiący. I wciąż zmieniał pozycje. Obrócił głowę lub przesunął nogę, nawet o centymetr, nieważne co, ale to sprawiło, że Adam poruszył się przed nim, a jego usta opuściło ciche westchnienie. Świetnie, teraz obudził też swojego chłopaka. Fantastycznie.

-Tommy, ty ciągle nie śpisz? – spytał Adam, obracając się. Delikatnie dotknął palcami twarzy blondyna.

-Tak- chłopak westchnął zaciskając zęby. Czuł, jakby ktoś wbijał mu zardzewiały nóż w głowę, a teraz w jego uszach brzęczało, jakby klaksonami samochodów. Cudownie.

-Dobrze się czujesz, kochanie?- Tommy przesunął się, przysuwając bliżej do Adama i chowając twarz w jego piersi. Rudowłosy objął ramionami blondyna, przyciągając go do siebie i przykrył ich kocem. Tommy czuł się dobrze, z wyjątkiem migreny. I bólu w żebrach oraz na nogach, który dokuczał mu ze względu na pobicie przez Richarda. Do tego czuł ucisk w żołądku na myśl, że zostawił swoją matkę w domu. Boże, modlił się by wciąż żyła. Musi. Ona po prostu…

-Tak, w porządku. – powiedział Tommy, chociaż z pewnym trudem, a ramiona Adama zacisnęły się mocniej wokół chłopaka. Rudowłosy mu nie uwierzył. Domyślił się.

-Nie brzmisz jakbyś czuł się w porządku. Wszystko poszło dobrze w twoim domu, prawda? – powiedział Adam, podejmując temat, o którym Tommy naprawdę nie chciał rozmawiać. W każdym razie nie teraz. A może nawet nigdy?

-Tak, naprawdę. Nic się nie stało. – Blondyn powiedział to zbyt szybko i od razu tego pożałował. Ręka Adama gładziła go delikatnie po plecach, po chwili wplątując się w jego włosy. Rudzielec był dziwnie cichy i Tommy był pewien, że rozważa następne pytanie. Serce mniejszego chłopaka biło mocniej niż zwykle, a migrena wciąż nie ustępowała. Kurwa!

-Wiesz, że nie będę zły jeśli coś się stało. Po prostu się o ciebie martwię, kochanie. Jesteś niespokojny i zachowujesz się dziwnie. – głos Adama był spokojny, cichy i opiekuńczy. Pragnął jak najlepiej dla Tommy’ego, ale niestety sprawiał, że blondyn robił się coraz bardziej wściekły. Blondyn chciał, by chłopak dał mu już spokój. Naprawdę nie miał ochoty o tym rozmawiać. W tej chwili chciał tylko, by ten cholerny ból głowy przeminął, chciał tylko z powrotem zasnąć na litość boską. 

-Wiem to, Adam. – powiedział Tommy z cichym, rozdrażnionym westchnieniem. Pochylił się i przycisnął swoje usta do szczęki rudzielca. – Ja tylko… Po prostu martwię się o moją mamę. Nie mogłem jej stamtąd zabrać…- to nie było kłamstwo. Ale też nie była to całkowita prawda. Jeśli Monte nie wyciągnąłby go stamtąd to… prawdopodobnie już by nie żył.

Ale nie chciał teraz o tym myśleć.

-Co masz na myśli mówiąc, że nie mogłeś jej stamtąd zabrać? – spytał Adam zmartwiony. Cholera. Myśl, Tommy. Musisz zacząć myśleć szybciej.

-Ojciec spał na kanapie, a ja musiałem spakować kilka rzeczy. Spytałem ją czy pójdzie ze mną, ale powiedziała, że nie może. Nie mogła bo… bo wtedy ojciec wiedziałby, że wróciłem. – powiedział blondyn. To nie było kompletne kłamstwo. Jego ojciec spał na kanapie. A matka powiedziała mu, że nie może uciec. – Nie chciała ryzykować obudzeniem go, podczas zbierania wszystkich swoich rzeczy. Kazała mi odejść. – powiedział. To prawda, matka kazała mu odejść, ale tego nie zrobił. A teraz był tutaj i okłamywał swojego chłopaka. Utrzymywał swoje niedawne pobicie i jego objawy w tajemnicy i to go zabijało od wewnątrz.

-Boże… Zrobiłeś to zanim twój ojciec się obudził? – Adam spytał, a jego palce przyjemnie przeczesały włosy blondyna. O dziwo, ten gest wcale nie pogłębił bólu głowy Tommy’ego. Szczerze to ten dotyk sprawiał, że chłopak czuł się trochę lepiej. A może to działanie tabletek… Nie był pewien. Minęło już piętnaście minut?

-Tak- blondyn skłamał i poczuł jak coś przewraca mu się w żołądku. Czasami, Tommy naprawdę nienawidził kłamać. Zabawne. Kiedy robił to przy ojcu nie czuł się źle. Ale przy Adamie? Cholera…

Poczuł ucisk w gardle. Jak gula od zbyt długiego płaczu. Ale przecież nie płakał, prawda? Wydawało mu się, że nie. Był prawie pewien, że wiedziałby o tym. Nieważne. Rudowłosy robił palcami małe kółka na głowie chłopaka, sprawiając że ten czuł się lepiej. Blondyn, jakby znowu zasypiał, dzięki kojącemu dotykowi Adama. O, Boże. Ile tabletek wziął? Tak nie powinno byc.

Jestem tylko zmęczony. Dlatego tak dziwnie myślę, tłumaczył sobie A jego ból głowy nie przeszedł. Było lepiej, to prawda, ale nadal czuł z tyłu głowy nieznośny ból, który dręczył go jak irytujące dziecko. Nie był pewien czy będzie w stanie po tym zasnąć. Chciał tego ze wszystkich sił, ale w tym momencie, nie był w stanie… To strasznie męczące.

-Kochanie, w porządku?- Adam mógł poczuć napięcie w ciele Tommy’ego. Blondyn westchnął cicho i przysunął się bliżej do chłopaka, trzymając rękę na jego biodrze. Przesunął nią po klatce piersiowej rudzielca i uśmiechnął się kiedy poczuł, że chłopaka przechodzą dreszcze. Ciemność sprawiała, że ten gest nie był tylko „uroczy” ale również nie „romantyczny”. Chociaż może był romantyczny, tylko Tommy był zbyt zmęczony i zirytowany, żeby to dostrzec? Jego palce zahaczyły o sutek rudowłosego. Przy okazji, był bardzo zadowolony, że Adam sypia bez koszulki. Czuł się jakby odkrywał to anielskie ciało.

-Tak- odpowiedział. Czuł się lepiej. Teraz potrafił nawet zignorować ten uciążliwy ból i skupić się na tym, jak piękny jest Adam. Tommy poczuł usta naciskające na jego włosy, uśmiechnął się i położył dłoń na piersi rudowłosego. Czuł mocne i równomierne bicie jego serca. Jak potężny bęben, stały puls dudnił mu w rękę. Blondyn uśmiechnął się do siebie, pochylając się i całując szyję Adama, po czym podniósł głowę i ponownie przycisnął usta do ust swojego chłopaka. Ciepłe, miękkie i słodkie jak zawsze. Tommy zadrżał, gdy został przyciągnięty bliżej rudzielca.

Podobało mu się to. Tu, teraz, przypomniał mu się piątkowy wieczór, kiedy leżał tak samo w ramionach Adama. Tylko oni dwaj i sporadyczne pocałunki. To więcej niż mógłby sobie wymarzyć. Być może to dlatego, że z powodu swojego ojca, nigdy nie marzył o niczym poza wydostaniem się z Los Angeles. Ale kiedy był z Adamem, czuł inspirację. Chciał coś zrobić. Chciał być kimś i mieć inne życie.

Po prostu.. jego cholerny ojciec był przeszkodą.

Nie na długo, pomyślał wsuwając palce we włosy Adama, kiedy jego język wsunął się pomiędzy wargi blondyna i spoczął w jego policzku. Tommy jęknął i zamknął oczy z przyjemności. W tym momencie zapomniał o bólu w głowie, w klatce piersiowej czy na nogach. W tym momencie zapomniał o swoich rodzicach i o rzeczach, które zdarzyły się poprzedniego dnia. W tym momencie… Skupił się tylko na Adamie, jego pocałunkach i tym jak dobrze się czuje będąc tutaj.

Ile czasu minie zanim Adam się dowie? I co wtedy, Tommy? Chłopak walczył ze swoim wewnętrznym głosem rozsądku. Cieszył się tą chwilą i żaden głupi głos wewnątrz jego głowy nie ma prawa mu przeszkadzać. A przynajmniej nie teraz, jasne? Boże…

Adam wymamrotał coś w usta Tommy’ego i blondynynowi wydawało się, że usłyszał TO, ale nie miał pewności. Odsunął się patrząc na rudowłosego. – Co powiedziałeś? – spytał. Jego serce biło mocniej i przysunął się bliżej, do Adama. Może źle usłyszał, ale to brzmiało jak… Rudzielec nie mówił nic przez chwilę, aż Tommy miał wrażenie, że zasnął. Ale chłopak podniósł się, całując go ponownie. Nie, nie zasnął.

-Ja… Ja nic nie powiedziałem. – odpowiedział rudowłosy, a blondyn zmarszczył brwi. Był pewien, że Adam coś powiedział, ale nie chciał robić mylnych przypuszczeń… Kurwa, nie był pewien czy naprawdę to usłyszał czy nie.

Tommy przygryzł na chwilę swoją dolną wargę, po czym pocałował Adama. – W porządku- szepnął chowając twarz w zgięciu szyi chłopaka i zamykając oczy. Był pewien, że to usłyszał. Był pewien, że ma rację. I nie chciał się mylić. Te słowa, dźwięczały mu w uszach, przyspieszając bicie jego serca. Czy Adam tak myśli? Może nie jest gotowy, by naprawdę to powiedziec. Jeśli tak, czy to źle, że Tommy chce się dowiedzieć? Nie był pewien co z tym zrobi, ale nie oszukujmy się, był pewien, że usłyszał jak Adam to mówi…


Był pewien, że usłyszał jak Adam mówi: Kocham cię. 

piątek, 12 lipca 2013

Zacznę od tego że bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność. Dużo osób pytało się czy porzu ciłam bloga ale odpowiedź jest taka że sama nie jestem tego pewna. Bardzo chcę go prowadzić ale ostatnio pochłonęło mnie dużo spraw i neverland zszedł na dalszy plan. Obiecuje wam że spróbuję wrócić do tłumaczenia ale raczej nie wstawię tu nic wcześniej niż tu koniec wakacji (chyba że będę miała chwilę słabości i wstawię rozdział zaraz po przetłumaczeniu) :) aktualnie nie ma mnie w domu, bo jestem na wyjeździe, chociaż równie dobrze mogłabym siedzieć w domu, bo i tak całymi dniami leżę chora w łóżku i łykam antybiotyk. Do domu wrócę we wtorek, ale w środę znowu wyjeżdżam. Z tą różnicą że tym razem biorę ze sobą mojego laptopa, więc może znajdę trochę czasu na tłumaczenie. :)
I dziękuję wszystkim którzy  mimo wszystko tu wchodzą i proszę o cierpliwość <3 :)) 

czwartek, 4 kwietnia 2013

rozdział 13 :)

Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona waszymi komentarzami pod postem o mnie. Jeśli chcecie mogę kiedyś napisac jeszcze kilka podobnych ciekawostek. :) i dla wszystkich, posiadających twittera to jest moje konto :) pewnie wrzucę tam od czasu do czasu coś na temat nowych rozdziałów...


W zasadzie planowałam jeszcze trochę poczekac z dodaniem tego rozdziału, ale mam za dobre serce <3 jeszcze nie zaczęłam tłumaczyc kolejnego, ale dla was spróbuję się sprężyc. a teraz życzę miłego czytania :)





Sobota

Pobiegł do swojego pokoju tak szybko, jak tylko potrafił, nie zwracając uwagi na salon czy jakiekolwiek inne pomieszczenie. Musiał być szybki, bo nie wiedział ile czasu tak naprawdę ma. Nieważne czy było to pięć czy dwadzieścia pięć minut, musiał się spieszyć. Skręcił w prawo, w mały korytarz, po czym wszedł do swojego pokoju. Pomieszczenie wyglądało dokładnie tak jak Tommy zostawił je w piątek. Porozrzucane ciuchy, koc. Mijał je jak szalony. Nie wiedział czy kiedykolwiek tam wróci, tak naprawdę w to wątpił.

Biegł przez pokój chwytając rzeczy po prawej i lewej stronie. Śpieszył się by zabrać wszystko czego potrzebował. Stracił już rachubę w liczeniu koszul, spodni, bokserek… udało mu się nawet znaleźć po drodze kilka skarpetek. Wyciągnął pudełko, które było schowane w kącie pod stosem starych czasopism i kilkoma sztukami odzieży. Nie było duże, ale ważne. Otworzył wieko, wyciągając mały zwitek gotówki i chowając go do tylnej kieszeni. Jego serce biło mocno w piersi i czuł strużkę potu wypływającą mu spod włosów. Było gorąco, ale udało mu się spakować wszystkie potrzebne rzeczy do jednego plecaka. Jego gitara basowa, schowana w grubym pokrowcu, leżała w kącie pokoju. Chwycił ją, trzymając mocno. 

Na palcach wyszedł z pokoju i praktycznie doczołgał się do drzwi. Nie zauważył tego wcześniej bo był zbyt zajęty tym, by dostać się do swojego pokoju, ale jego ojciec chrapał jak skurwysyn na kanapie, a na podłodze wokół niego było pełno butelek po piwie i niedopałków. Był to obrzydliwy widok, ale Tommy nie przyglądał się ojcu. Byłoby tak łatwo chwycić jedną z butelek i rozbić na głowie jego ojca lub zatopić w jego ciele jej poszarpany kraniec i zakończyć tę męczarnię. Nikt nie tęskniłby za Richardem. I może, czysto teoretycznie, sędzia złagodził by wyrok blondyna, wiedząc że działał w dobrym celu.

Nie, mógł o tym tylko pomarzyc, tak jak teraz. Mordercze myśli musiał odłożyc na później. Zostawił wszystkie swoje rzeczy na ganku. Spojrzał na Monte, wołając go gestem. Chłopak kiwnął głową i wyszedł z samochodu. Wziął rzeczy Tommy’ego. Przed wejściem z powrotem do domu, blondyn zostawił drzwi na tyle uchylone by mógł przez nie szybko uciec. Musiał powiedziec wszystko Allison, zanim ucieknie. 

Tak, jak nauczył się z przeszłości, Tommy zakradł się z powrotem przez salon, jadalnię i kuchnię w kierunku sypialni rodziców. Zobaczył Allison leżącą na łóżku. Widział jej jasne włosy rozrzucone wokół głowy jak złota aureola. Czuł się źle zostawiając ją, ale musiał to zrobić. Obiecał sobie, że wróci po nią. Nie zamierzał porzucic jej całkowicie. Nie potrafiłby jej tego zrobic.

Zakradł się w ciemności wgłęb pokoju, podszedł do łóżka i położył dłoń na jej ramieniu. Jej oczy otworzyły się natychmiast, koncentrując na nim. Podniosła się i zarzuciła mu ramiona na szyję, wciąż trzymając nogi pod kołdrą. Tommy schował twarz w zagłębieniu szyi matki i przeczesywał palcami jej włosy, kiedy otoczyła go ramionami. Trzęsła się, powstrzymując szloch, a blondyn wręcz słyszał jak serce mu pęka na pół. Myślała, że nie wróci. Ale teraz było wszystko jedno, bo mówiła mu by uciekał.

-Mamo, mamo… posłuchaj mnie- próbował uspokoić ją na chwilę. Jego myśli błądziły. Musiał uciekać, ale nie potrafił jej tam zostawić. – Mamo, proszę… - postanowił, że powie jej o Adamie, o jego pięknym aniele..

-Mamo.. ktoś wie. Zostanę u niego. Jestem bezpieczny. Wyciągnę cię stąd, w porządku? Tylko daj mi dzień albo dwa, dobrze mamo?- kiwnęła raz głową, a łzy spływały jej po twarzy. Pocałował ją delikatnie w czoło. Trzęsła się, a jej skóra była gorąca w dotyku. Był pewien, że ma gorączkę.

-Kto? Kto, Tommy? – spytała go. Serce blondyna przyspieszyło i poczuł rosnącą w gardle gulę. Zerknął na drzwi sypialni. Musiał już iśc, ale chciał zrobic dla niej jak najwięcej zanim pójdzie… Nie. Jeśli on pójdzie, to ona razem z nim.  

-Adam. Adam Lambert. Mieszkał obok nas z rodzicami, ale teraz mieszkamy razem u jego przyjaciela. Proszę mamo, chodź ze mną. Spakuj torbę i chodź ze mną. – powiedział przeczesując drżącymi palcami jej włosy. Był zdesperowany i zdecydowany, by zabrać ją stamtąd. Była jego jedyną, kochającą rodziną. Jest jedyną osobą, obok Adama, za którą chciałby umrzec. Uśmiechnęła się, ale pokręciła głową. Tommy zaszlochał, przygryzając dolną wargę, by powstrzymać się od robienia jeszcze większego hałasu.

-Dlaczego, mamo? – w oczach Allison mógł ujrzeć żal. Głaskała go dłońmi po ramionach, a jej warga drżała. Była na granicy płaczu.

-Ja… nie mogę się ruszać… nie mogę poruszyć nogami.- powiedziała mu, a jego dezorientacja i smutek ustąpiły miejsca wściekłości. Jego ojciec… Nie.. On nie mógł tego zrobic. Tommy go zabije jeśli to zrobił. Ale jedno spojrzenie na twarz Allison powiedziało blondynowi wszystko, tak że chłopak zaczął drżeć na całym ciele. Zabije Richarda… Zabije tego pierdolonego drania.

-Złamał je Tommy- wyjaśniła. Chłopak syknął wściekle, zaciskając szczękę tak mocno, że był niemal pewny, że zęby popękają mu ze złości. Ten skurwiel! Trząsł się, ale nie chciał zranic matki. Zamknął na chwilę oczy i wziął długi, głęboki oddech. Uspokoił się ponownie. Już wszystko było w porządku, jednak miał inny pomysł. Inny plan, który nie mógł się nie powieść.

-Wrócę po ciebie. Wrócę, gdy go tu nie będzie i wyciągnę cię stąd. – powiedział. Czuł, jak serce wali mu w piersi, gdy wściekłość przerodziła się w coś bardziej pozytywnego. W końcu czuł się wolny. I chciał by jego matka również to poczuła. Uwolni ją, nawet jeśli będzie to ostatnia rzecz jaką w życiu zrobi.

-Nie, Tommy. Po prostu idź. Nie martw się o mnie. Wszystko będzie w porządku. – powiedziała mu, zdeterminowana. Blondyn potrząsnął głową.

-Mamo, wyciągnę cię stąd tak jak teraz. – powiedział, odkrywając z niej koc. Jej nogi były ciemnofioletowe, aż przyprawiały go o mdłości. Wiedział, że zabije Richarda, gdy tylko będzie miał na to okazję. Nie pozwoli mu od tego uciec. Nigdy więcej. Po prostu.. nie.

-Tommy, musisz już iśc. On może się obudzić w każdej chwili!- zaczęła prosić chłopaka, ale on jej nie słuchał. Potrząsnął głową. Nie zostawi jej. Nie zrobi tego. Już raz popełnił ten błąd i właśnie widział co się stało. Zostawił Allison i teraz ona nie może chodzić. Nie wybaczy sobie tego. Nigdy.

-Nie zostawię cię z tym potworem! – praktycznie krzyknął na nią rozgniewanym i pełnym bólu głosem. Po jego twarzy spływały łzy. Wzrok Allison odwrócił się od niego i jej oczy poszerzyły się ze strachu. Tommy poczuł znajome mięsiste dłonie na ramionach i chwilę później został pchnięty przez swojego ojca. Spadł na podłogę, jęcząc z bólu i starając się przynajmniej odczołgać od ojca. Matka blondyna płakała. Słyszał to, pomimo szumu krwi w uszach.

-Więc jestem potworem, tak? – Richard syknął Tommy’emu do ucha. Chłopak zacisnął pięśc, odwracając się i uderzył ojca prosto w nos. Richard zawył, uderzając pięścią w bok głowy blondyna z taką siłą, że chłopak stracił równowagę i uderzył głową w ścianę. Poczuł wirowanie w głowie i upadł. Słyszał dzwonienie w uszach. Walczył i dyszał, gdy ojciec pociągnął go na nogi, uderzając w brzuch. Tommy ugiął kolano, uderzając nim ojca w krocze. Mężczyzna upadł na podłogę, zaciskając mocno ręce, z czerwoną twarzą.

Tommy podbiegł do Allison, chwytając ją jedną ręką za szyję, a drugą pod bezwładnymi kolanami. Niósł ją, przebiegając przez pokój. Chłopak próbował uniknąć ojca, ale nawet w stanie, w jakim się znajdował, mężczyzna rzucił się na oślep na blondyna i go przewrócił. Przeklinając, Tommy upuścił matkę i kopnął w twarz swojego ojca. Nigdy wcześniej tak nie walczył, ale wiedział, że jeśli tego nie zrobi, to nie ujrzy jutro światła dziennego. 

Chwycił ponownie matkę, jak pannę młodą, najlepiej jak potrafił i zaczął wspinać się z nią po schodach. Była lekka, ale trzymał ją nieporęcznie, a cały świat wirował mu przed oczami. Nie było dobrze. Nie powinno się ze sobą łączyć noszenia kogoś i zawrotów głowy. Przebiegł przez pokój, dysząc i chwiejąc się. Musiał tylko dotrzeć do ganku, żeby Monte go zobaczył. Wtedy chłopak przyjdzie, pomoże im i ich stamtąd uwolni. Ale słyszał zbliżającego się ojca tuż za nim. Usłyszał rozbijające się szkło, jakby zrzucone na ziemię i ryk ojca, coraz bliżej.

-Tommy, po prostu mnie zostaw. Musisz uciec! – Allison pisnęła, miękkim i błagalnym głosem. Ale blondyn nie chciał jej zostawić. Był jej synem. Jego matka była jedyną osobą, która pomagała mu przez to wszystko przejść. Nie zostawi jej.

-Nie- Tommy krzyknął, obijając się o lodówkę i biegnąc szybciej do jadalni. Były już niedaleko. Tylko trochę… Tak blisko…

Blondyn potknął się i upadł. Zdążył obrócić się tak, by spaść na plecy i przytulił matkę do własnej piersi. Jęknął ponownie, pozwalając jej zejść z siebie, by mógł znowu ruszyć. Zaczął wstawać, gdy siła krzesła, rozbitego na jego głowie posłała go z powrotem na ziemię. Allison krzyczała, a Tommy czuł, że została od niego odciągnięta, mimo że nie mógł tego zobaczyć. Jego wzrok był rozmyty i nagle poczuł rękę zaciskającą się na jego gardle i wyciskającą z niego resztki powietrza. Na ślepo wbił pazury w ręce ojca, czując w kółko uderzenia krzesła w jego żebra. Nie mógł oddychac, a Allison była tak daleko. Co za klęska…

Chłopak zobaczył już tylko czerń przed oczami, to co słyszał było odległe, wyciszone. Ale nnagle poczuł, że bicie ustało i czyjeś ręce wyciągnęły go z domu. Potykał się na schodach i trawniku. Został wepchnięty do samochodu i ledwo oddychał. Mamrotał, że chce tam wrócic. Chciał, by kierowca zawrócił. Chwila… Gdzie Allison? Jest tutaj? Proszę, powiedz że tutaj jest… Ktoś mu odpowiedział, ale nie wiedział kto. Nie. Twoja matka jest wciąż w domu. Nie mogłem uratowac was oboje.  

Czemu ocaliłeś mnie?

Czemu mnie? Zawróc… Idź ocalic moją matkę, nie mnie…

Zamknij się Tommy. Po prostu zamknij się… Nie zostawię cię tam.

Ale moja mama! Proszę…

Adam mnie zabije…